poniedziałek, 18 lipca 2016

Cibo facile

Intensywny weekend za nami, noc bardzo krótka. Niespodziewany atak astmy nie pozwał spać, dusiłam się okrutnie. Więc szybki prysznic i za chwilę z książką do łóżka. Smalec z fasoli zrobiony, fasolka szparagowa ugotowana, więc lunch do pracy już mam. Nawet na dwa dni. Jeszcze tylko dorzucę jakichś owoców.
Na co dzień gotujemy naprawdę prosto, dość szybko. Zdarzają się obiady, których przygotowanie zajmuje ponad 40 minut, nawet 1h, ale ma to miejsce tylko w weekendy, a najczęściej robię tak (z racji, że ostatnio bardzo dużo pracuję), że w niedzielę przygotowuję obiad na dwa dni. Zamieniam dodatki, np ryż z kaszą bulgur. 
Mozzarella, pomidory, bazylia, oliwa, ocet balsamiczny
Mniej więcej 2 razy w tygodniu nasza kolacja wygląda jak wyżej. Do tego nasz chleb, żytni na zakwasie, z niewielką ilością soli. Bo naprawdę lubimy proste jedzenie. Włoskie najczęściej. Oj, ależ tęsknię za Włochami. Szczególnie w tym roku, bo wróciłam do nauki i systematycznie, w każdym tygodniu poświęcam na to kilka godzin. Pogadałabym sobie po włosku. Zbieram się na odwagę, by zagadać na skypie znajomych. Już mi nawet Vittorio proponował, ale oczywiście mam blokadę.  O Vito napiszę Wam zresztą kiedyś, bo to niesamowita historia :)

A może się uda w jakimś listopadzie wyrwać na dłuższy weekend do Rzymu? Z noclegiem przez couchsurfing, jak zawsze. Mhm. Kiełkuje mi w głowie ta myśl. Ale rok temu też kiełkowała. I ciągle są ważniejsze wydatki...

Pojem mozzarellkę, poczytam coś włoskiego i zbiorę się w końcu na te włoskie rozmowy. 
Odwagi, Majka, no!

czwartek, 14 lipca 2016

Dzieje się

Och, co za dzień. Edukuję w pracy, trochę cichaczem, co jakiś czas przynoszę różnym osobom (zmieniam ich, by nikt nie czuł się napastowany) różne ciekawostki typu ciasto z buraków, cuda z chia, zupy na mleku kokosowym, burgery warzywne z wyraźnym umami, by zmylić mięsożerców.
 
Dziś przyniosłam chia stażystce, która nic nie gotuje, ale już zaczęła powoli przechodzić na jasną stronę mocy. Bo niby nie gotuje, ale prosi o przepis na chia pudding i owsiankę. Twierdzi, że nie lubi kasz, ale już patrzyła w sklepie na kasze jaglaną. Już "zatrybiło", mówię Wam. I cudownie, że się nie zamyka na 10 podstawowych obiadów, tylko zaczyna się interesować czymś innym.

Wrzucając drugie i trzecie śniadanie do lodówki w pracy, zauważyłam na półce chia pudding. Okazało się, że należy do osoby, która jeszcze w ubiegłym roku była do szałwii hiszpańskiej nastawiona sceptycznie. No, jak zjadł w innej postaci (z espresso, daktylami i bananami), to zwariował i skumał, o co chodzi. Ale rozumiecie, o co chodzi?

TO SIĘ DZIEJE. Powoli, ale się dzieje. Bo to tak działa, że Majka częstuje. Okazuje się, że nawet smacznie. Że ciekawe, że nowy smak. Wracasz do domu i wspominasz. A w głowach partnerów, przyjaciół, znajomych zaczynają kiełkować myśli, by spróbować czegoś nowego. I zaczynają szukać.


Quinoa z masłem orzechowym, migdałami i truskawkami  


Zanim się obejrzysz, czytają Jadłonomię częściej niż Ty i znajdują lepsze promocje na komosę ryżową, a kierownik Twojego działu kupuje z Tobą na pół 2kg paczkę bulguru w Auchuan. Boże, aż miałam dzisiaj ciarki ze szczęścia, że to wszystko działa, że się kręci. 

Bo niewiele rzeczy mnie tak w życiu cieszy, jak to, że ktoś odkrywa całą machinę zdrowego odżywiania i zaczyna kombinować, jeść nieprzetworzone rzeczy - na tym głównie nasza kuchnia się opiera, by jeść jak najmniej przetworzonych rzeczy. Po kilku miesiącach okazuje się, że smaki mamy zupełnie zmienione, bo gotowce (nie tylko całe dania, ale i gotowe sosy itd) mają tak dużo soli i cukru, że przytępiają Twój smak. Ale trochę czasu upłynie, zanim tę różnicę odczujesz i zaczniesz opowiadać innym.

A to tylko początek, bo Ci sami ludzie za chwilę zaczną czytać "Zjadanie zwierząt", lekarz im za moment powie, że lepiej z mięsa zrezygnować, zaczną czytać, skąd pochodzi dany burak, ser, bułka. I będą chcieli jeszcze inaczej jeść i kupować, by wspierać lokalnych rolników i sprzedawców. Bo to tak właśnie działa. Dzięki temu zwiększa się Twoja świadomość. Jesteś mądrzejszy, jesz świadomie, wiesz po co jesz dane rzeczy i czujesz się dużo lepiej, lżej. I zaczynasz uprawiać sport i wtedy w ogóle się dzieje już z Twoim ciałem cudo. 

Właśnie dlatego proszę: czytaj, szukaj, próbuj. A potem przekaż to dzieciom. Amen.


niedziela, 10 lipca 2016

#3 Niedzielne obiadki: mielone kalafiorowe i ziemniaki Hasselback

Kolejny bardzo pracowity tydzień w pracy. Nie wiem, jak to się stało, że nagle pojawił się ponownie piątek. Nie byłam w tym tygodniu na treningu, zrobiłam tylko jogę i siłowe rzeczy w  domu, ale tylko w środę. Zwykle wracam do domu 19-20 i jestem tak zmęczona, że od razu idę pod prysznic i w piżamie jem obiad, który serwuje mi Michał. Przygotowuję sobie śniadanie do pracy w czasie, gdy parzy mi się melisa i z kubkiem herbaty idę do łóżka. Najpierw przerabiam włoski, następnie czytam. W zależności od zmęczenia jest to 5 lub 45 minut. Nie czytałam tyle dawno tuż przed snem, ale zauważyłam, że tak mnie to koi po pracy, że dzięki temu przesypiam całe noce później. 

Kolejny tydzień przede mną i kolejny raz obiecuję sobie, że nie będę pracować dłużej, niż do 17:00. 
Uwielbiam swoją pracę, ale... pieprzone korpo, no. To nie jest życie. Musimy coś podziałać, bo już na oparach pracujemy wszyscy.
Michał zażyczył sobie mielone na obiad. Traf chciał, że w ostatnich dniach u Jadłonomii pojawiły się właśnie mielone z kalafiora. Trudno uwierzyć, ale te kotlety naprawdę smakują jak mielone! Nic a nic nie czuć kalafiora - to info dla tych, którzy go nie lubią. Nie wklejam przepisu, bo robiłam dokładnie według instrukcji Marty - nie pomińcie niczego i uważnie przeczytajcie porady. 

Podałam je z szabelkiem, który uwielbiam i ziemniakami Hasselback, na które czaiłam się od dawna. Uznałam, że skoro muszę włączyć piekarnik dla kotletów, to dorzucę też ziemniaki z olejem kokosowym i rozmarynem. 



Świeżo naostrzony nóż i skupienie jest kluczem do sukcesu w przypadku tych ziemniaków. Są fantastycznie soczyste i aromatyczne, na pewno będziemy to powtarzać!
Ta porcja wygląda dość niepozornie, ale najadłam się tak, że przez kilka godzin czułam się pełna, a unikam ostatnio tego uczucia. Bo mielone są naprawdę sycące :)

Przyjemnego tygodnia! Niech będzie lepszy, niż ten mijający!



niedziela, 3 lipca 2016

Mleko owsiane

Bardzo trudny czas. Trzeba przetrwać i ratować się, czymkolwiek, by nie zwariować. Czytam dużo, słucham dużo. Płaczę dużo. Ale w końcu przestanę. Jak już się zagoję. Było pięknie i kilka dni temu znowu, jak na obrazku:




Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak długo zwlekałam z domowym mlekiem. Krowiego nie piję od około 2 lat, bo zaczęłam się po nim źle czuć, więc jeśli używam, to rozrzedzone wodą, a najczęściej używam sojowego, którego zresztą też piję niewielkie ilości, bo maksymalnie 1,5 litra w miesiącu.

Myślałam, że czeka mnie praca przynajmniej taka, by o odpowiedniej godzinie namoczyć płatki owsiane i zostawić na noc. Ale nie było mi to dane. Domowe mleko owsiane jest najprostsze ze wszystkich. Miksujesz, zalewasz, odcedzasz. I masz :)






MLEKO OWSIANE

5 łyżek płatków owsianych
500 ml przegotowanej wody
szczypta soli lub odrobina miodu

Płatki wsyp do kielicha blendera. Zmiksuj. Zalej wodą i miksuj około minuty.
Odcedź przez gazę do butelki lub słoika. Dosłodź lub posól, wg uznania. 
W lodówce przechowuj do 4 dni.

niedziela, 26 czerwca 2016

Lato i coniedzielne bataty

Zrobiłam jak Bzu. Utarłam ricottę, którą kocham ponad życie, z odrobiną jogurtu (2 łyżki), wrzuciłam szczyptę soli, wkroiłam truskawki, posypałam łyżką wiórków kokosowych i dodałam łyżeczkę miodu. Zjadłam na balkonie, w pełnym słońcu, mrucząc. Robię tak prawie codziennie.

Tymczasem w Auchan znowu bataty za 4zł. Michał: "No co zrobisz, trzeba przynajmniej kilogram wziąć". To wzięliśmy i błyskawicznie zmieniliśmy plany obiadowe na najbliższe 2 dni. Frytki z nich zrobimy, do burgerów, które mamy zamrożone. No i pasztet ukręcę z batatów i soczewicy, ten ulubiony. Najlepiej od razu dwa i jeden zamrożę. Tydzień temu też były bataty w promocji i wtedy zrobiliśmy makaron z sosem pomidorowym, do którego wkroiliśmy pieczone słodkie ziemniaki.

Na okrągło ostatnio to samo, poza obiadami, które są nawet jak na nas różnorodne: truskawki, rabarbar, arbuz, pomidor. I to jest dla mnie lato. I słodycz młodego kalafiora, której nie da się do niczego porównać. Kalafior nie będzie już tak smakował za miesiąc, więc się spieszcie!

A poniżej pomysł na bataty od Jamie Olivera. Znowu na dwa dni, takie obiady lubimy najbardziej! Ostatnio wracam z pracy o 20, a nawet później, więc gotowy obiad jest zbawieniem. Poniżej przepis, tylko odrobinę zmodyfikowany. Miłego tygodnia!


BATATY Z CZARNĄ FASOLĄ I POMIDORAMI

200g batatów
2 dymki ze szczypiorem
1 świeża papryczka chili
pół czerwonej papryki
1 ząbek czosnku
olej
200ml wody
1 puszka pomidorów
1 puszka czarnej fasoli
sok z limonki
pół pęczka kolendry
2 łyżki jogurtu greckiego
sól, pieprz
1 łyżeczka wędzonej papryki
1 łyżeczka kumin
Ryż brązowy do podania


Wstaw wodę i zagotuj ryż. 

Bataty obierz, umyj i zetrzyj na tarce.

Posiekaj cebule i szczypior, ale osobno. To samo zrób z czosnkiem, też drobno. Na rozgrzaną patelnię (użyjcie najlepiej woka, potrzeba trochę miejsca) wrzuć cebulę i czosnek z papryczką chili, kuminem i wędzoną papryką. Podsmaż 2-3 minut, co jakiś czas mieszając.

Następnie dodaj bataty, wodę i pomidory. Zamieszaj, doprowadź do wrzenia. Gotuj 5-10 minut. Następnie odcedź odrobinę, dodaj fasolę, kolendrę i sok z limonki (2 łyżki) i zamieszaj. Gotuj jeszcze ok 15 minut.
Przypraw solą i świeżo zmielonym pieprzem i podawaj z ryżem. Już na talerzu dodaj łyżkę tłuściutkiego greckiego jogurtu i posyp szczypiorkiem.








niedziela, 12 czerwca 2016

Lasu, książki, chleba, pasty!

Obok bazylii w doniczce piętrzy się kolendra. Zachciało nam się grzanek, takich pasztecików, z pastą słonecznikową z suszonymi pomidorami. Zrobiłam więc szybko chleb tostowy, zalałam ziarna słonecznika, żeby kilka godzin później je zblendować z ząbkiem czosnku, kilkoma suszonymi pomidorami, sokiem z cytryny, natką pietruszki, solą i pieprzem. Oprócz tego damy świeżej bazylii, bo jest rewelacyjna, ser żółty, dużo świeżo mielonego pieprzu. 


Taka pasta to też alternatywa dla bułki z serem żółtym w pracy. Jestem serożercą, owszem, ale nawet ja czasem chcę czegoś innego. Poza tym taka pasta służy nie tylko do bułek czy chleba. Można nią zagryzać marchewki czy seler naciowy, pokrojone w słupki. Do pracy idealnie.




Gdy tylko skończyłam ugniatać ciasto, zrobiłam miejsce Michałowi, który w naszym domu jest naczelnym pizzaiolo. Bo dziś pizza na obiad. Z mozzarellą i cukinią. I wino już się chłodzi i film uszykowany. To nasz wieczór.

A w czasie, gdy ciasto na pizzę rosło, my siedzieliśmy na kocu, w lesie. Z książkami. Zapakowaliśmy sobie po bułeczce, wzięliśmy garść orzechów. A nawet nie tylko siedzieliśmy, bo przysnęłam. Tradycyjnie obudziło mnie moje własne chrapnięcie. Taki dzień. 





niedziela, 5 czerwca 2016

Rzodkiewki!

Mamy całkiem duży balkon, jak na blokowe możliwości, więc grzechem byłoby go nie zagospodarować. Staram się każdego roku, odkąd tu mieszkamy. To niesamowite, ile radości daje zerwana poziomka, którą doglądało się od początku, albo rzodkiewki, które od nasion były otoczone nasza troską. I co tu dużo mówić, zawsze mi się wydaje, że to niemożliwe, żebym miała na balkonie te wszystkie cuda.

Wysiałam je kilka tygodni temu, nie wierząc, że może to być aż tak proste. Zrobiłam rozsadę, choć teraz wiem, że to niepotrzebne w ich przypadku. Zaglądałam codziennie, nie mogąc się doczekać pierwszych liścieni. A gdy już się pokazały, obserwowałam codzienny rozwój.

Potrzebują około 40 dni od momentu wysiewu do jedzenia. Cieszę się, jak dziecko, a Michał poczuł się, jak u babci w dzieciństwie, gdzie sam wyciągał rzodkiewki z ziemi.




Zjadłam dziś pierwsze tegoroczne poziomki z balkonu, no i pierwsze, wspomniane już, rzodkiewki. Cudownie słodkie na początku i ostre na końcu. Natychmiast wysiałam do skrzynki kolejną partię rzodkiewek, do towarzystwa wrzuciłam im rukolę. Powinny się polubić.

I przesadziłam bazylię, która wzeszła w rozsadzie, do 4 doniczek. Jest też jarmuż, będą pomidory, będzie kolendra oraz inne smakowitości. Zdjęcia soon, bądźcie czujni.


czwartek, 26 maja 2016

#2 Niedzielne obiadki: kotlety z soczewicy, ziemniaków i selera

Spadłam, oj z jakiej wysokości. Trochę się potrzaskałam. Mniej, niż pozostali, choć powinnam najbardziej. 
Siłownia i jedzenie koją zszargane nerwy, zagłuszają wyrzuty sumienia i pozwalają spać. No i praca. 
Jezu, nie pamiętam, kiedy ostatnio wychodziłam o 16. Jak udaje mi się wyjść o 18, to jest naprawdę huk, a i tak wciąż milion zaległości. Zupełnie, jakby cały świat postanowił wymienić okna w maju. 

Praca pomaga. 
-----------------


Zapragnęłam w weekend kotletów. Mama wyczarowała takie z czerwonej soczewicy, ziemniaków i selera. Mam najfajniejszą mamę pod słońcem :) Poniżej przepis.

Drobna uwaga: za każdym razem gdy robimy jakieś kotlety, robimy je z co najmniej podwójnej ilości składników. To prawdziwe szczęście mieć zamrożoną większość obiadu, uwierzcie.







KOTLETY Z SOCZEWICY, ZIEMNIAKÓW I SELERA

1 szklanka czerwonej soczewicy
2 średnie ziemniaki
pół małego selera
1 jajko
cebula
1 ząbek czosnku
bułka tarta
sól, pieprz, papryka, kurkuma


Ziemniaki i seler obierz i ugotuj razem do miękkości.
Soczewicę opłucz i gotuj ok 15 minut.
Cebulę pokrój w pióra i przesmaż 2-3 minuty na patelni razem z przyprawami.
Ostygnięte soczewicę, ziemniaki, seler i czosnek zmiksuj blenderem ręcznym. Do masy dodaj jajko, jeśli potrzeba i cebulę z przyprawami.

Wilgotnymi dłońmi firmuj kotleciki, obtaczaj w bułce tartej i smaż na oleju na rumiano.



Bądźcie dla siebie dobrzy. Dawajcie sobie kwiaty, pieczcie dla siebie ciasta chodźcie do lasu na spacery. I dużo ze sobą rozmawiajcie. 

Miłego weekendu.
 




wtorek, 17 maja 2016

Kwiecień kulturalnie

Znowu ubogo w filmy, dość bogato w książki. Ale przestałam się nad tym użalać i odczuwać zażenowanie z tego powodu. Inne rzeczy były ważniejsze. Inne są dla mnie ważniejsze, najwyraźniej. I dobrze mi.


KINO/FILMY

 

"Mój tydzień z Marylin" (2011)


Bardzo dobra rola Michelle Williams, którą zresztą uwielbiam m.in za "Take this Waltz" chyba najbardziej. Jednak takie filmy zawsze pozostawiają u mnie jakiś smutek. No wiadomo, że Monroe inteligencją nie grzeszyła, ale chorowała też na depresję, była absolutnie nieszczęśliwa i uzależniona od leków. W łóżku szukała zapomnienia, a może... miłości? Tragiczny koniec, no i zbyt wcześnie. Młoda śmierć zawsze jakoś bardziej boli; przepraszam, wiem, że to niesprawiedliwe.




"Whiplash" (2014)

10/10

Jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam w ostatnich miesiącach. Oddajcie mu się w całości, wejdziecie w niego szybciej, niż Wam się wydaje.




SERIAL

Uff, "Mad Man season VI" za nami. To uff, to tylko dlatego, że chociaż seria bardzo dobra, to długo oglądaliśmy z braku chęci i innych powodów też, co sprawiło, że wciąż miałam w głowie głównych bohaterów. Został nam ostatni sezon i już go nie chcę oglądać. Nie chcę się z nimi rozstawać. Uzależniłam się od Dona i reszty. To jeden z najlepszych seriali w historii.


KSIĄŻKI


Dziecko w czasie Iana MacEwana
Czegoś zabrakło tym razem. Nużyła aż momentami, choć to do McEwana nie jest podobne, sami przyznacie.
Temat trudny, bo powieść traktuje o tym, jak sobie radzić ze stratą dziecka, jednak mam wrażenie, że pisarz przekombinował swój zamysł odrobinę.




Siedem dalekich rejsów Leopolda Tyrmanda
To chyba będzie rok pod znakiem Tyrmanda. Jestem absolutnie oczarowana sposobem jego narracji i specyficznymi dialogami.
Piękny język, fascynująca opowieść, choć tak naprawdę o niczym odkrywczym, bo o sztuce wyboru pomiędzy gwałtowną namiętnością, a nudną stabilizacją, która daje jakieś poczucie bezpieczeństwa. Czyżby jakaś aluzja?
Bardzo, bardzo polecam.



Zapisane w kościach Simona Becketta
To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i muszę przyznać, że przez kilka dni niewiele zrobiłam, tak zostałam wciągnięta w thriller, który rozgrywał się na malutkiej wyspie. Fabuła świetna. Gdyby tylko język był odrobinę lepszy... No i nie lubię podsuwania na tacy przemyśleń bohaterów. Było to dość nachalne, jednak dzielnie zniosłam niedoróbki i bawiłam się przednio.



Nowy Jork. Od Mannahaty do Ground Zero Magdaleny Rittenhouse
Fascynujący reportaż o Mieście-Legendzie. Chyba każdy z nas marzy o tym, by je zwiedzić. Nagromadzenie anegdot i mitów nt NYC jest tak ogromna, że nie sposób zmieścić je w jakiejkolwiek książce. Magdalena Rittenhouse przedstawiła nam historię tego miasta i dzięki niej silniej, niż przedtem, odczuwam potrzebę odwiedzenia tego miasta. 






Czytajcie, oglądajcie, do przeczytania za miesiąc w tym temacie :)


niedziela, 15 maja 2016

#1 Niedzielne obiadki: curry z batatami, ciecierzycą i brokułem

W ostatnich tygodniach (chyba już nawet miesiącach), to Michał robi 4 obiady w tygodniu, ponieważ z pracy nie wychodzę wcześniej, niż o 17, a najczęściej jeszcze później (w piątek wyszłam o 19...). Jest cudownie cierpliwy i kochany, a ja mam ogromne szczęście, bo potrafi chłopak gotować! Dlatego w weekend jak już gotuję, to staram się zrobić coś na wypasie, by mu wynagrodzić cały obiadowy tydzień. Wiem, jak kocha curry i bataty, stąd pomysł na dzisiejszy obiad.

Kocham bataty. Uwielbiam mleko kokosowe. Jestem miłośniczką curry w każdej postaci. A pozostałe produkty z dzisiejszego obiadu po prostu bardzo lubię.
Nie myślcie, że curry to tylko przyprawa w proszku. Albo pasta, która daje intensywny, ostry (choć nie zawsze!) smak. To również gęsty sos, do którego wrzucamy warzywa, jakie tyko nam się zamarzą. 

Inspirowałam się przepisem z Jadłonomii.
W oryginalnym przepisie jest szpinak, bo faktycznie świetnie pasuje do ciecierzycy i batatów, ale brokuł leżał już kilka dni, a przecież jedzenia nie wyrzucamy, no i okazało się, że komponuje się równie idealnie.

Bataty kochamy, absolutnie! Zawsze robiłam pieczone, tym razem ugotowałam je 3 minuty i wrzuciłam do curry. I to w zupełności wystarczyło. Są tak lekkie, a jednocześnie niezwykle sycące i cudownie słodkie.

Ciecierzyca, czyli Where Did You Get Your Protein :) to skarbnica białka, o ilość którego dbam nie tylko dlatego, że nie jem mięsa, ale również z powodu sportowego trybu życia, jaki prowadzimy. Jest również uznana za afrodyzjak, więc... ser kozi, wino i film już przygotowaliśmy na wieczór :)

W curry lubię to, że zawsze robię je na dwa dni. Dziś podałam z kaszą pęczak, a jutro tylko ugotujemy ryż lub kaszę bulgur i obiad gotowy.





CURRY Z BATATAMI, CIECIERZYCĄ I BROKUŁEM

(dla 4-5 bardzo głodnych osób)
500 g słodkich ziemniaków
300 g ugotowanej ciecierzycy (lub takiej z puszki)
1 mały brokuł
1 cebula
1 puszka pomidorów
1 puszka mleka kokosowego
źdźbło trawy cytrynowej (dałam 1 łyżkę suszonej)
sok z cytryny
mały kawałek imbiru, ok. 3 cm starty lub drobno poszatkowany
ząbek czosnku, przeciśnięty
1 łyżeczka pieprzu cayenne
2 łyżeczki kuminu
2 łyżeczki czarnuszki
2 łyżeczki suszonych liści kolendry
1 i 1/5 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
sól
olej do smażenia

Dzień wcześniej namocz szklankę ciecierzycy (ja moczę ok 15h, najczęściej dobę), następnie gotuj ok 1 h. Możesz to zrobić dużo wcześniej :)

Bataty umyj, obierz i pokrój na grube pla­stry. Ugotuj w lekko oso­lo­nej wo­dzie lub na parze, nie dłu­żej niż 3 mi­nu­ty od mo­men­tu wrze­nia wody.

Na dnie naj­więk­szej pa­tel­ni jaką mamy, roz­grzej olej. Ce­bu­lę możesz pokroić w pióra i wrzu­cić na go­rą­cy olej, dodaj wszyst­kie przy­pra­wy oraz po­szat­ko­wa­ną drob­no trawę cy­try­no­wą i sma­ż przez około 5 minut. Na­stęp­nie dodaj po­mi­do­ry, po chwi­li dodaj też mleko ko­ko­so­we. Wrzuć pokrojone (im mniejsze, tym lepiej!) różyczki brokułu, niech się poduszą 15 minut, by nie były zbyt twarde.

Dodaj słod­kie ziem­nia­ki i cie­cie­rzy­cę. Wszyst­ko de­li­kat­nie po­mie­szać, dusić na pa­tel­ni przez około 10 minut, na­stęp­nie do­pra­wić solą i za­ja­dać. Można po­sy­pać świe­żą ko­len­drą, ko­niecz­nie zjeść z ryżem lub jakąś kaszą.


  • Słodkie ziemniaki obrać i pokroić na grube plastry. Obgotować w lekko osolonej wodzie lub na parze, ja pozwalam się im gotować nie dłużej niż 3 minuty od momentu wrzenia wody.
  • Na dnie największej patelni jaką mamy, rozgrzać olej. Cebulę pokroić w pióra i wrzucić na gorący olej, dodać wszystkie przyprawy oraz poszatkowaną drobno trawę cytrynową i smażyć przez około 5 minut. Następnie dodać pomidory, po chwili dodać też mleko kokosowe.
  •  Dodać rozmrożony szpinak, sos dokładnie wymieszać a następnie dodać słodkie ziemniaki i ciecierzycę. Wszystko delikatnie pomieszać, dusić na patelni przez około 10 minut, następnie doprawić solą i zajadać. Można posypać świeżą kolendrą, koniecznie zjeść z ryżem lub z indyjskim plackiem.


  • Słodkie ziemniaki obrać i pokroić na grube plastry. Obgotować w lekko osolonej wodzie lub na parze, ja pozwalam się im gotować nie dłużej niż 3 minuty od momentu wrzenia wody.
  • Na dnie największej patelni jaką mamy, rozgrzać olej. Cebulę pokroić w pióra i wrzucić na gorący olej, dodać wszystkie przyprawy oraz poszatkowaną drobno trawę cytrynową i smażyć przez około 5 minut. Następnie dodać pomidory, po chwili dodać też mleko kokosowe.
  •  Dodać rozmrożony szpinak, sos dokładnie wymieszać a następnie dodać słodkie ziemniaki i ciecierzycę. Wszystko delikatnie pomieszać, dusić na patelni przez około 10 minut, następnie doprawić solą i zajadać. Można posypać świeżą kolendrą, koniecznie zjeść z ryżem lub z indyjskim plackiem.


  • Słodkie ziemniaki obrać i pokroić na grube plastry. Obgotować w lekko osolonej wodzie lub na parze, ja pozwalam się im gotować nie dłużej niż 3 minuty od momentu wrzenia wod
  • Na dnie największej patelni jaką mamy, rozgrzać olej. Cebulę pokroić w pióra i wrzucić na gorący olej, dodać wszystkie przyprawy oraz poszatkowaną drobno trawę cytrynową i smażyć przez około 5 minut. Następnie dodać pomidory, po chwili dodać też mleko kokosowe.
  •  Dodać rozmrożony szpinak, sos dokładnie wymieszać a następnie dodać słodkie ziemniaki i ciecierzycę. Wszystko delikatnie pomieszać, dusić na patelni przez około 10 minut, następnie doprawić solą i zajadać. Można posypać świeżą kolendrą, koniecznie zjeść z ryżem lub z indyjskim plackiem.


  • Słodkie ziemniaki obrać i pokroić na grube plastry. Obgotować w lekko osolonej wodzie lub na parze, ja pozwalam się im gotować nie dłużej niż 3 minuty od momentu wrzenia wody.
  • Na dnie największej patelni jaką mamy, rozgrzać olej. Cebulę pokroić w pióra i wrzucić na gorący olej, dodać wszystkie przyprawy oraz poszatkowaną drobno trawę cytrynową i smażyć przez około 5 minut. Następnie dodać pomidory, po chwili dodać też mleko kokosowe.
  •  Dodać rozmrożony szpinak, sos dokładnie wymieszać a następnie dodać słodkie ziemniaki i ciecierzycę. Wszystko delikatnie pomieszać, dusić na patelni przez około 10 minut, następnie doprawić solą i zajadać. Można posypać świeżą kolendrą, koniecznie zjeść z ryżem lub z indyjskim plack