poniedziałek, 9 grudnia 2013

Dziewczyna z tatuażem i Ida

Dziś o 2 filmach, ale krótko, bo specjalistką od recenzji nie jestem i nie będę tego ukrywała.

Nadrobiliśmy w końcu "Dziewczynę z tatuażem" Davida Finchera na podstawie bestsellerowej powieści Stiega Larssona "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". 
Chyba naprawdę każdy, kto choćby minimalnie interesuje się literaturą i kinem, zna fabułę, więc nie będziemy się rozwodzić za dużo. Dla nas to jednak rozczarowanie. 
Książka, lekka i mało ambitna, ale jednak wciągająca i nie drażni stylistycznie tak często, jak można się po niej spodziewać, ma ponad 600 stron. Film 2,5h. Zgadzam się, 
że gdyby reżyser miał zawrzeć wszystkie ważne tematy, film musiałby trwać 6h, no ale jak mogli pominąć kwestię więzi, jaka łączyła Lisbeth i jej opiekuna prawnego? Jeśli pokazali nam go przez moment, mogli chociaż cokolwiek o tym powiedzieć, 
albo całkowicie pominąć ten wątek.

Lisbeth i Mikael to główni bohaterowie - zgadzam się, no ale opowieść jest o tym, 
jak oboje szukają prawdy o zaginionej przed laty dziewczynie. Wciąga ta historia, uczestniczymy w niej przez wiele stron. W filmie jest traktowana po macoszemu, 
brak pokazania sposobu pracy Mikaela, pominięty również wątek pracy w redakcji. 
Miałam wrażenie, że charaktery są bardzo słabe naświetlone. Poza Lisbeth, oczywiście, która była dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałam.
Jeśli nie czytaliście, to nie oglądajcie. Fincher rozczarował, ale i tak pozostaje wśród moich ulubionych reżyserów, tych nadal tworzących. Pozostaje nam obejrzeć szwedzką wersję filmu, która jest podobno o niebo lepsza. Znacie?

Wczoraj za to poszliśmy do Kina Muza na "Idę" Pawła Pawlikowskiego. Dawno polski film nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Zakonnica, która tuż przed ślubami spotyka 
się ze swoją jedyną żyjącą krewną.
Odbywają podróż do korzeni, w poszukiwaniu grobów swoich przodków. Niech tyle Wam wystarczy.

Wprost mistrzowskie zdjęcia, spokój, 
który długo nie chciał mnie opuścić, no i Agata Trzebuchowska, aktorka z ulicy - dosłownie. Spotkana w kafejce, a właściwie wypatrzone przez jedną z osób, które pracowały przy filmie. Spodobała się jej twarz, mimika, 
gdy rozmawiałą chyba przez telefon. 
Na pytanie, czy chce zagrać w filmie, po prostu się zgodziła. Piękna historia, prawda? Oczywiście twarz ma niezwykłą, piękną, idealną do tej roli.
Musicie obejrzeć ten film, koniecznie. Nie lubię polskiego kina, ale to coś zupełnie nowego, również w sensie sposobu kręcenia - przenosimy się go lat 60. i czuć to w każdej sekundzie. Doskonały również jest Dawid Ogrodnik w roli drugoplanowej. Zobaczycie, ten film na długo w Was zostanie.

Apdejt: kto może, niech jutro pędzi na "Sugar Mana" do Muzy, za darmo grają. TU szczegóły.

5 komentarzy:

  1. Dawno, ale oglądałam szwedzką wersję rozbitą na parę części (chyba każda cześć przypadała na 1 tom książki) i po tej amer. wersji uważam, że szwedzka lepsza!

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki, to kolejna taka opinia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, witaj, trochę pozmieniałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szwedzka wersja filmu na podstawie trylogii Larssona zdecydowanie lepsza. Dziś już wiadomo, że film "Ida" został doceniony na świecie, a Agata Kulesza została nagrodzona Orłem za kreację aktorską w tym filmie. Polska Akademia Filmowa nagrodziła doświadczoną aktorkę. Agata Trzebuchowska zagrała równie pięknie i ciekawie, szkoda, że nie została zauważona.

    OdpowiedzUsuń