niedziela, 14 grudnia 2014

Jest progres, są nowe spodnie


W niedzielę się załatwiłam na dobre, a dokładnie załatwiłam sobie nadgarstki. Myślę, że to dlatego, że nie rozgrzałam sobie ich przed wioślarzem. W efekcie, najgłupsza nawet czynność, jak zapinanie guzika w spodniach, sprawiała mi trudność przez kilka dni. Z tego też powodu odpuściłam ćwiczenia przez 3 dni. Do końca tego tygodnia miałam też zakaz zbliżania się do wioślarza.




ŚRODA:
Bieżnia - 30 minut (3 km, rozgrzewka)
Deska - 3x 30 sekund
Nogi - 2 ćwiczenia, każde 3x30 sekund (2 ćwiczenia, których nazwy nie znam... Póki nie poznam, albo nie znajdę, tak będę opisywać: leżę na brzuchu, podnoszę nogi i płynę nimi kraulem, ale tylko nogami. Drugie ćwiczenie: leżę na brzuchu, podnoszę nogi na tyle, ile mogę i robię nożyce)
Rozciąganie
 
 
SOBOTA:
Rower - 5 km (11 minut, rozgrzewka)
Orbitrek - 15 minut
Deska - 4x 30 sekund
Rolowanie
Rozciąganie
 
 
NIEDZIELA:
Bieżnia - 20 minut (2 km, tylko marsz, rozgrzewka)
Deska - 4x30 sekund
Core board - 3x 10 pompek 
Nogi - 2 ćwiczenia, każde 3x30 sekund (opis wyżej)
Brzuszki - 4x 30
Squat - 4x 15 z kettlebel 4kg
Ćwiczenia stabilizacyjne z piłką do fitnessu
Rolowanie
Rozciąganie
 
 
Czuję nogi, jest pięknie.Trochę brzuch, ale nie mocno, co oznacza, że mogło być mocniej, no ale stara zasada jest znana nam wszystkim: nigdy sam nie zrobisz tak mocnego treningu, jak na treningu grupowym z instruktorem. Dobrze i niedobrze, bo po co mam przesadzać. Robię sama piękne, 60-70 minutowe treningi, w tym dużo się rozciągając. I czuję się po każdym z nich cudownie.
I są postępy, bo robię więcej powtórzeń deski, więcej brzuszków, squaty też weszły lepiej. Pilnuję 1-minutowych przerw między seriami. Zwracam uwagę na regenerację (3 dni treningowe pod rząd to jednak za dużo), staram się wysypiać, a jeśli jestem naprawdę zmęczona (i nie szukam wtedy wymówek), odpuszczam trening, bo tylko można sobie wtedy zrobić krzywdę. 

Czuję się doskonale, nie jestem taka ospała, zmęczona, znużona, więcej mi się chce... No i ...Wiecie, jaka to radość, gdy mogę sobie kupić spodnie w rozmiarze 36?!
 
 
 
 
 
 

sobota, 13 grudnia 2014

Her

Tydzień temu spotkaliśmy się z cudownymi ludźmi. Gościliśmy u siebie Elizę z Łodzi. Było dość kulturalnie, ale o tym następnym razem, może już jutro :) Poza tym było dużo jedzenia.
Przyjechała w piątek wieczorem, a już naprawdę późnym wieczorem dołączył do nas Dejfit. Piliśmy wino, a w międzyczasie robiłam dal soczewicowy na mleczku kokosowym. Drugą ręką tworzyłam chlebek bananowy. Upiekłam też dynię, co było mi potrzebne do śniadania nazajutrz.

I rozmawialiśmy wciąż. O ludziach, którzy ostatnio nas fascynują, o Żywej Bibliotece, która niedawno była w Łodzi, o filmach, tatuażach, siłce, jedzeniu, weganiźmie i wegetarianiźmie, o książkach, kotach i psach, o tym, jak trudno nam zrozumieć język agresji, dotyczący wszystkiego, co inne... Jak zawsze w przypadku Elizy i Dejita, spotkanie było bardzo inspirujące. Wygoniliśmy go o 2:00, wierząc, że obudzimy się przed Elizą i przygotujemy jej śniadanie.
Oczywiście to ona wstała przed nami, ale kto by się tym przejmował!
Gdy robiłam pankejki dyniowe, w tym czasie w piekarniku dochodziła zapiekana kasza jaglana z truskawkami. Spotkaniom końca nie było, bo na śniadanie wpadł Tomasz, którego wieki nie widzieliśmy, a i on z Elizą mieli sporo do nadrobienia. Śniadanie było konkretne, przyznaję, choć oczywiście my z Michałem pierwsi zgłodnieliśmy niecałe 3 h później, ale tak już jesteśmy skonstruowani... Najważniejsze, że goście się najedli, że im smakowało, że przepisy nawet Tomasz chciał. To cieszy bardzo, czuję się wspaniale :)



Jak już pospacerowaliśmy i kulturalnie się nasyciliśmy, poszliśmy do Mixtury na nowego burgera. Eliza wzięła buro, a my soczewkę. Przyznam, że dla mnie lepszy jednak buro. Nie jadłam jeszcze jaglaka, ale tyle jemy kaszy jaglanej, że zwykle szukamy czegoś innego, wychodząc z domu. Dodatkowo wzięliśmy frytki z selera, które trochę mnie zawiodły i pyszne piwo, którego nazwy już oczywiście nie pamiętam. I nawet udało się Marjana chwilę widzieć. Jak miło. Szkoda, że tak krótko.

Odwieźliśmy Elizę tramwajem na przystanek, z którego odjeżdżał Polski Bus i wróciliśmy szczęśliwi do domu. Tak rzadko ostatnio mamy gości, tak na dłużej i takich inspirujących. Musimy w końcu ją odwiedzić w Łodzi. Może jeszcze tej zimy?

Tak dużo mi się chce po spotkaniach z takimi ludźmi. Tak naprawdę.

A dzień później, na fali spotkania, włączyliśmy "Her", który nam Eliza zgrała. Bo chyba już zawsze tak będzie, że przy spotkaniu i noclegu u nas, będzie zgrywać jakieś filmy. Oglądając,zajadaliśmy guacamole. Uwielbiam przecież.

Smutny bardzo "Her". Wprawił mnie w dziwnie melancholijny nastrój. Chyba każdy z nas woli te prawdziwe relacje. Czy rzeczywiście nie mamy na nie czasu, jak wciąż powtarzamy?

 

niedziela, 7 grudnia 2014

Speedball zostawił ślad na długo...

Kolejny trudny tydzień pod względem treningowym, znowu spowodowane w dużej mierze pracą, ale dodatkowo mieliśmy cudowne spotkania w weekend, więc czasem tak po prostu jest, że coś kosztem czegoś się odbywa... Nie żałuję! :)


PONIEDZIAŁEK:
Bieżnia - 15 minut (tylko marsz)
Orbitrek - 10 min
Wioślarz - 11 minut, przepłynęłam ponad 2 km
Deska - 3x30 sekund
Brzuszki - 3x 20
Rozciąganie

To ewidentnie nie był mój dzień, autentycznie było mi słabo i ciężko na orbitreku, więc stwierdziłam, że lepiej odpuścić, niż zrobić sobie i komuś krzywdę. 

ŚRODA:
Speedball - to był mój pierwszy raz na zajęciach z piłkami lekarskimi (1kg, oczywiście, nic cięższego w moim przypadku nie wchodzi w grę) i już wiem, że będę tam częściej. Prowadzący, u którego byłam już kiedyś na strechingu, należy do tych instruktorów, przed którymi nic się nie ukryje ;) więc nie można dawać z siebie 80%, tylko cały czas 100%. Bardzo, bardzo go lubię. Zajęcia różnorodne, ani chwili się nie nudziłam. Na koniec powiedział "Dziś były ćwiczenia na górę, tydzień temu na dół, czujecie to, prawda?". Hm, uda i pośladki tak mnie piekły, że nie mogłam się ruszyć... A on mówi o górze?! Nazajutrz zrozumiałam... Uczciwie, bez ściemy: ledwo doszłam do szatni. Musiałam nieźle trzymać fason, przechodząc przez główną salę do ćwiczeń. Bolało przy rozbieraniu, bolało przy myciu pod prysznicem, bolało jak wracałam. Nie wiedziałam jeszcze, jak będzie bolało następnego dnia. To było w środę. DZIŚ, w niedzielę, rano czułam bicepsy jeszcze!!! Co ze mną nie tak? Czy naprawdę aż tak długa droga przede mną...?


NIEDZIELA:
Bieżnia - 1,5 km w 15 minut (tylko marsz, raczej spokojny, na rozgrzewkę)
Wioślarz - OK 5 minut, przepłynęłam ponad 1 KM
Deska - 3x30 sekund
Brzuszki - 4x 20
Squat - 3x15 z kettlebell 4kg
Długie rozciąganie
 
Wiecie, ze podczas squatów czułam dziś poślady, po ŚRODOWYM speedballu? To nienormalne...
 
Tak, wiem, największy błąd, jaki popełniłam, to brak aerobów (choćby lekki rowerek, marsz na bieżni czy orbitrek na najlżejszym obciążeniu)  w czwartek lub piątek - wtedy rozruszałabym mięśnie, byłoby lepiej. No i Michał słusznie zwraca uwagę na brak zimnego prysznica, bo nic tak nie pomaga na zakwasy. To niezbędne przy przyspieszeniu regeneracji. Podobno. ... :)
W piątek miałam iść na trening przed pracą, ale okrutnie zaspałam. W sobotę nie miałam jak.

Miałam 3 dni przerwy po speedballu i to był duży błąd, bo dopuszczalne są 2, a 3 to naprawdę za dużo. Miałam dziś bardzo spięte ciało, trudności z rozciąganiem... Walczyłam długo na macie ze sobą, naprawdę.
Obiecuję sobie więcej nie robić takiej przerwy. Tak naprawdę wystarczyłoby wczoraj 30 minut jogi i pewnie nie byłoby dziś takiego dramatu.




środa, 3 grudnia 2014

Przedświęta




Do świat jeszcze trochę, ale postanowiliśmy zrobić sobie przedświęta w listopadzie. Chłoniemy piękne wydanie autorstwa Marty Dymek, z której część przepisów jest nam, oczywiście, znana, ale większość to zupełna nowość; ciekawa jest również pozycja dotycząca jogi - dzięki tej książce wiem, które mięśnie pracują podczas wykonywania danej asany. Dobra rzecz, polecam.
A "Dziarski dziadek" to prezent dla kogoś bliskiego ;)
 
Warto zrobić sobie taki prezent w ponurym listopadzie. Życie jest dużo łatwiejsze, kiedy kupujecie sobie książki. Sprawdźcie sami, u nas to zawsze działa.



niedziela, 30 listopada 2014

Rozgrzewamy się na treningu, rozgrzewamy się obiadem

Jeśli chodzi o treningi w tym tygodniu, to byłam 3 razy w Pure, ale nie udało mi się zdążyć na żadne zajęcia grupowe, więc treningi robiłam sama. Dziś najmocniejszy ze wszystkich trzech. Ale mało mi wciąż, więc muszę dotrzeć w końcu na spinning i dać sobie wycisk, a nie jakieś pitu pitu an orbitreku i wioślarzu.

Dodatkowo 2 razy ćwiczyłam jogę w domu, dzięki czemu bardzo rozluźniłam kręgosłup. Nie ukrywam, że ostatnie tygodnie/miesiące są dla mnie niezwykle stresujące. Niestety objawia się to u mnie zniecierpliwieniem, skaczącym okiem, wysypką i okropnym bólem kręgosłupa.
Trening bardzo pomaga, dobrzy ludzie również, więc nie odmawiamy spotkań, jak wcześniej, bo bardzo ich potrzebuję. Tydzień temu przyjechała Agata z Warszawy. Nie było dużo czasu, ale cieszę się, że chociaż kilka piwo wypiłyśmy, rozmawiając. Spotkanie z nią zawsze daje nam dużego powera ;)
Zresztą jej przyjazd jest również okazją, by spotkać się z resztą naszych ulubionych ludzi ze studiów, czyli z Agnieszką i Dejfitem.

A w niedzielę na późny obiad poszliśmy do naszych cudownych kociarzy, czyli Liminów. Michał wziął aparat, żeby zrobić zdjęcia, ale oczywiście tyle się działo i było tak smacznie, że nawet go nie rozpakował. Zawsze to samo.
A Natalia uraczyła nas nie tylko obłędnymi pastami (szczególnie ta z suszonych pomidorów i soczewicy!), ale moim jej ulubionym daniem, czyli dalem soczewicowym. Jest tak pyszny, że nieprzyzwoicie się nim zawsze objadamy. Naprawdę nieprzyzwoicie. Mamy od jakiegoś czasu puszkę mleczka kokosowego, więc pomysł na rozgrzewający, szybki obiad jak znalazł. Dziś w końcu zrealizowałam ten plan.

Gdybym tylko wiedziała, że to się tak błyskawicznie robi! Wrzucam, mieszam i mam obiad na 2 dni, a na trzeci kiedyśtam nawet zamroziłam. Cudowne ;)
Zdjęcia brak, bo to breja, jak Marta Dymek przyznaje, więc umówmy się, że wygląda jak na blogu wiadomym ;) Dziś podałam z komosą ryżową, a jutro będzie z brązowym ryżem. Sycące, rozgrzewające, aromatyczne, po prostu boskie! Będę robić częściej, szczególnie w okresie zimowym.


Miłego tygodnia!



niedziela, 23 listopada 2014

Pure odpręża

Ciężki tydzień za mną, jak przewidywałam. Nie tylko w odniesieniu do możliwości treningowych, z naprawdę różnych powodów. Myślcie czasem o mnie, bardzo potrzebuję dobrych ludzi wokół. Szczególnie teraz.

W poniedziałek nie wyrobiłam się na żadne interesujące mnie zajęcia i zrobiłam "swój" trening:


PONIEDZIAŁEK:
Bieżnia - 2,2 km w 20 minut (tylko marsz, raczej spokojny)
Wioślarz - 10 minut, przepłynęłam ponad 2 km
Deska - 3x30 sekund
Brzuszki - 3x 30
Rolowanie i długie rozciąganie

WTOREK:
Zdrowy Kręgosłup - znowu było dużo stabilizacji, co mi się bardzo przydaje. Ale muszę przyznać, że po tych konkretnych zajęciach triceps mocno czułam jeszcze w piątek, co wcześniej mi się nie zdarzyło. Cóż, instruktor się postarał i ja nie odpuszczałam, chociaż miałam momenty, w których już już miałam opuścić ręce i wtedy na szczęście zmienialiśmy pozycję ;)
Po zajęciach przejechałam jeszcze 10 km w 22 minuty na rowerku.  


NIEDZIELA:
Bieżnia - 2 km w 18 minut (tylko marsz, raczej spokojny)
Wioślarz - OK 5 minut, przepłynęłam ponad 1 KM
Deska - 3x30 sekund
Brzuszki - 3x 30
Rolowanie i długie rozciąganie

Krótki, bo jedynie godzinny trening, chyba nawet niespełna, ale tydzień miałam intensywny, wcale nie pod kątem sportu, jak widać powyżej.
Sporo stresu mam, sporo, naprawdę cierpię z powodu bólu kręgosłupa i właściwie nic mnie tak nie odpręża, jak trening w Pure.

A w międzyczasie, nie wiem, kiedy nawet dokładnie, kolejna porcja tłuszczu z pleców i cycków zniknęła i o kolejne oczko musiałam przesunąć zapięcie w staniku. Mała rzecz, a cieszy ;)


 

środa, 19 listopada 2014

Obiecuję nie robić tego codziennie

W Biedronce pojawiły się kasztany jadalne! Cena taka se, bo za 1 kg za 19.90zł to tak wiecie... Może być, mogłoby być taniej. Wzięłam garść, za 5zł. Nacięliśmy, upiekliśmy je i zjedliśmy po obiedzie. I życie na chwilę było znośniejsze. Nie przegapcie, kasztany są pyszne. Tylko pamiętajcie o nacięciu, bo podobno wybuchają, jak się tego nie zrobi - nie będę testować ;)
 
Jutro w Poznaniu zagra Natalia Przybysz, w Akademickim Centrum Kultury i Sportu 9stóp, za 30 zł. Nowa płyta już na spotify. Jestem zachwycona muzyką, tekstami, nią. Bardzo dojrzała, chociaż już od Sistars miałam do niej słabość i zawsze jej kibicowałam.

A teraz piję wino, pierwszy raz od 2 miesięcy, od nastoletnich czasów nie miałam takiej przerwy. Najpierw przez cały miesiąc byłam chora, a potem... nie było czasu? Nastroju?
Liczę po cichu, że ból pleców odpuści, ból kręgosłupa właściwie, który trzyma mnie już kilka tyg.
I skaczące oko cały dzień. Bo historii spadkowej nie ma końca. I zamiast ćwiczyć jogę, to zawracam ludziom głowę, by się wygadać. Chociaż bardzo się staram nie, ale czasem nie wychodzi... Wiecie, jak to jest, gdy jest silne postanowienie bycia szczerym? No i co mam odpowiedzieć, gdy ktoś pyta, jak się czuję? No chujowo. Nie będę kłamać przecież.
 
...
 
Jezu, upiłam się kieliszkiem wina. I pierwszy raz od kilku tyg nie boli kręgosłup. O, coś podziałało. 
 
Dobranoc.







niedziela, 16 listopada 2014

Samotne treningi

Za dużo sportu? Michał mówi, że to może być przyczyna moich problemów z wstawaniem ostatnio. Nie słyszę budzika! Rozumiem, jeśli taka sytuacja zdarzy się raz, drugi, ale nie każdego dnia przez tydzień! Zrzucałam to na przesilenie, zmianę pory roku itd... No ale zaczęłam mieć te problemy równocześnie z powrotem do treningów. I nie mam tak, że brak siły, by się podnieść rano, po prostu smacznie, mocno śpię.
Budzik przesypiam. Od kilku dni jest lepiej. Myślę jednak, że stres robi swoje również.
Przypomina mi o tym ból kręgosłupa, każdego dnia.


W tym tygodniu, głównie z powodu nawału pracy, nie dotarłam na żadne zajęcia grupowe w Pure. Po prostu nie dało się wyjść o przyzwoitej porze. Wszystko w tym tygodniu to była "samotność długodystansowca" ;) To i tak cud, że przy tak intensywnym tygodniu (pomijając poniedziałek), udało się zrealizować 4 treningi.

PONIEDZIAŁEK:
Bieżnia - 3 km w 30 minut (tylko marsz, raczej spokojny)
Wioślarz - 10 minut
Deska - 3x30 sekund
Brzuszki - 3x 20
Squat - 3x 10 z kettlebell 6kg
Rolowanie (auć!) i długie rozciąganie

W środę ćwiczyłam 45 minut jogę w domu i bardzo dobrze mi to zrobiło. W Decathlonie pojawiły się paski do jogi, które bardzo ułatwiają większość pozycji (Bo większość jest dla mnie wciąż niedostępna... Chociaż... czy tak powinnam mówić? Nie niedostępna, nie nieosiągalna, tylko wykonuję je na miarę swoich możliwości, ale pasek ułatwia, bo przedłuża trochę rękę, nie zaokrąglam dzięki temu pleców tam, gdzie powinny być proste itd).

PIĄTEK:
Rower - 9km w 21 minut
Wioślarz - 5min, 1 km "przepłynęłam"
Deska - 3x30 sekund
Coreboard - 3x 10 skręt
Rozciąganie

Pisałam już wczoraj, jak bardzo lubię ćwiczyć w piątek wieczorem. Prawie tak samo, jak raniutko, tuż po otwarciu klubu o 6:30. Bardzo specyficzny klimat ;)

SOBOTA:
Bieżnia 2 km w 20 minut
Wioślarz - 5km, 1km "przepłynięty"
Deska - 3x 30 sekund
Rozciągania

No wczoraj to było dość krótko, przyznaję, bo chyba 45 minut (zwykle mam 55-70 minut, gdy sama ćwiczę), ale dlatego, że miałam trochę głowę zaprzątniętą, niestety nadchodzącym dniem. Mimo pozytywnego nastawienia, wiedziałam, że pół dnia spędzę na samotnym zdzieraniu tapet w mieszkaniu babci. Dlatego nie przesadzałam z wiosłowaniem, bo wiedziałam, ze ręce dostaną za swoje tego dnia. Nie pomyliłam się. 

Nadchodzący tydzień może być trudny treningowo, niestety.






sobota, 15 listopada 2014

Enjoy the little things


Te drobiazgi, małe zwycięstwa, które cieszą tak bardzo: pani z piekarni, zachwycona moim chlebem, prosi o przepis, następnie dostaje zakwas i sama piecze chleb; mięsożerni współpracownicy, którzy poczęstowani soczewicowym pasztetem, oświadczają mi się; garść pieczonych kasztanów, które sprawiają, że czasem lubię jesień; mieszkanie wypełnione zapachem ciasta dyniowego lub po prostu pieczonej dyni, z której robię nieustannie zapasy puree.



W tygodniu na śniadanie czekoladowy pudding chia sprawia, że czuję się trochę jak w sobotę 
i do pracy ruszam z większą energią i jeszcze lepszym nastawieniem. 

...


Z pracy wyszłam wczoraj prawie o 18, zmordowana wróciłam do domu. Zjadłam lekki obiad, wypiłam kawę i po 21:00 wiosłowałam już w Pure. Można? Można. Wychodziłam jako jedna z ostatnich. 
Fajne towarzystwo jest na siłowni w piątek wieczorem ;) 
Zasnęłam jak dziecko. Śniły mi się przygotowania do triathlonu z koleżanką z liceum. Nie widziałam jej od lat, ale często o niej myślę. Kiedyś wierzyła, że jak będę duża, napiszę książkę i znajdzie tam dla siebie dedykację. Ja też w to wierzyłam. ...Dziecięce marzenia ;)




Dziś jestem sama, Michał w pracy wyjątkowo, do późnego wieczora. Śniadaniem należy sprawiać sobie przyjemność - trzymam się tej zasady od dłuższego czasu. 
Bardzo dobrze mi zrobiła quinoa z rodzynkami, do której dodałam łyżkę masła orzechowego. Potem kawa z odrobiną cukru z cynamonem. I mogę jechać na trening. A potem remontować mieszkanie, które przygotowujemy pod wynajem. Będzie siła, będzie moc.

Dzień pochmurny, ale skoro rozpoczęłam go takim porankiem, nie może być źle, prawda?


Jeden z ulubionych dziś:









wtorek, 11 listopada 2014

Święto rogala i faszystów*





Byliśmy dziś na Biegu Niepodległości w Luboniu. Michałowi udało się pobiec na życiówkę w czasie 44:10 netto. Zjedliśmy też rogala. Ze łzami w oczach czekałam na start biegu - mam to na każdych zawodach, wzrusz ogromny, a dziś dodatkowo hymn zagrali. Miałam duży problem, by się nie rozpłakać.

 My w ten sposób świętowaliśmy 11.11 a Wy?



Wystarczyło wrócić do domu z wesołej wycieczki i miło spędzonego czasu z biegającymi znajomymi i włączyć radio, by usłyszeć, w jaki sposób inni spędzają ten dzień. Ech. Dla rozluźnienia zrobiłam 3 chleby, które teraz dochodzą do siebie, a rano je upiekę przed pracą. Dla rozluźnienia II zabrałam się za dżem dyniowo-pomarańczowy. Przepis i relacja następnym razem. Pachnie cudownie: gałka, imbir, cynamon. Aj. Samej sobie zazdroszczę już tych słoików.




*Tak 11.Listopada nazwała moja droga Natalia. Zawsze trafione.